Menu

.

Jakub Małecki - "Dygot"

bliteracka

Cóż, przespałem się z powieścią Jakuba Małeckiego o intrygującym tytule Dygot i to, że staram się myśli, na temat powyższej książki, ubrać w słowa, musi być wynikiem niedosytu. Nie oznacza to, aby poczucie nienasycenia miało odcień pejoratywny. Przeciwnie - we współczesnym zalewie różnorakiej wartości literaturą, do zalet książki należy bezwzględnie język jakim jest napisana. Na temat innych zalet można, owszem zaciekle się kłócić - że realizm magiczny, że jednak nie kryminał, że tak z polskiego na nasze - o co chodzi? Dlatego uściślając - autor zagląda do naszej współczesnej historii, ukazując ją na tle dwóch polskich rodzin, doświadczonych przez fatum, które w fabule ma wielokrotnie dużo do powiedzenia. Niemalże jak u Szekspira (Romeo i Julia) tak i tu tragiczne losy miłości pomiędzy odmieńcami (albinos i oszpecona przez poparzenie dziewczyna) zmierzają, mimo zdeterminowania obojga do pokonania przeszkód, w kierunku nieszczęśliwego końca. Pretekst ten, to jest wątek miłości, służy autorowi do zobrazowania obyczajowości polskiej prowincji, wsi polskiej, oraz Poznania, któremu poświęcony zostały końcowe karty powieści. Umiejscowienie fabuły w Polsce na początku XXw. oraz początków XXI w staje się jednak punktem wyjścia w kierunku wspomnianego realizmu magicznego, niż rzetelnej qusi-reporterskiej robocie.

dygot1  Na drugiej stronie okładki, tj. końcu książki, bije w oczy - napisana chyba najgrubszą z możliwych trzcionek - charakterystyka powieści - Porywające obsesje, niszczące namiętności i groza przemijania. Echem... No proszę bez przesady i takiej emfazy. I owszem ciekawa historia - dla wielbicieli Marqueza, ale zastanówmy się - gdzie w utworze Jakuba Małeckiego, umiejscowione tak mocno powyższe pojęcia? Przewijają się jak w kalejdoskopie życiorysy bohaterów upstrzone fatalnym wpływem przeznaczenia - rola cygańskich przepowiedni, któremu nie poddają się bez walki. Ale szczerze pomimo dobrych chęci nie zauważyłem tak grubo podkreślonej roli obsesji, namiętności, czy grozy przemija. Przewijająca się przez rozdziały i części książki mantra miłości zdaje się grać pierwsze skrzypce w strukturze fabuły, na zmianę walcząc z zainteresowaniem czytelnika dotyczącym opisywanego tła obyczajowego i historycznego - tj. pierwszego lotu w kosmos, szału plakatów, czy zachodnich słodyczy.

Cóż można jeszcze dodać? Czytelnika czeka kilka niespodzianek językowych, którymi utkany jest lekki nurt, jakim płynie opowieść, gdyż lekkość pióra jest niekwestionowanym atutem autora. Wielokrotnie nasze nawyki językowe zostaną poddane próbie. Okaże się nagle, że Koń - to pies, mądra sowa to Durna i takie tam, przemilczą aby zachować coś na kształt tajemnicy i w nowomowie - nie spojlerować. Przeznaczenie bohaterów niezmordowanie będzie naprowadzać ich na destrukcyjne działania i ono będzie rozdawać główne karty w Dygocie Małeckiego. O postaciach należy także powiedzieć, że nie są one tuzinkowe i autor potrafi odmalować je z krwi i kości (bez sztucznych barwników), oraz naszkicować delikatnie ich rys psychologiczny. Omówione cechy utworu tworzą tzw. mieszankę wybuchową i pełną emocji, jednak na przekór im narracja prowadzona jes wstrzemięźliwie, co pobudza ciekawość z każdą przeczytaną stroną. Koniec nie jest zaskoczeniem, jest jednocześnie początkiem, historia zatoczyła kolejne koło, by dziać się nadal w innym otoczeniu, innym tle historycznym. A miałem nie opowiadać, co będzie! Cóż... Wypsnęło mi się.

Do smaczków dotyczących omawianej powieści należy dodać, że na autorskiej stronie Jakuba Małeckiego można znaleźć informację dotyczącą miejsca urodzenia. Jest to miejscowość Koło, która pojawia się kilkakrotnie w wątku powieści. Przypadek? Echem.. Kto nie lubi wracać w rodzinne strony?...

Na zakończenie chcę powiedzieć, że z małym wahaniem ale pragnę polecić czytelnikom tą książkę. Wszystkim tym, których nie zniechęciły specjalnie te intelektualne wypociny i dotrwali z autorem tej recenzji do jej końca życzę udanej lektury i opcji pod tytułem - czas wolny, o którą w dzisiejszym zabieganym świecie tak trudno. Szczególnie w naszym mieście. Nieprzekonanych nie przekonam, sorry nie jestem magikiem. I tak jak w poprzedniej wypowiedzi na temat przeczytanej książki - tj. Spowiedzi Tomasza Mackiewicza, zapraszam do dyskusji w komentarzach poniżej, chętnie podejmę rękawicę. Ale najpierw proponuję przeczytać powieść i samemu dojść do, przynajmniej w miarę, sensownych wniosków.

 

Zbyszek Martuszewski

   Jeśli chcesz zarezerwować książkę kliknij tutaj

© .
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci