.
Blog > Komentarze do wpisu
Krzesimir Dębski - "Nic nie jest w porządku. Wołyń moja rodzinna historia"

Było sobie miasteczko książka Włodzimierza Dębskiego ojca Krzesimira, kronika zamordowanego miasteczka Kisielin pieczołowicie odtworzonego przez autora po ucieczce z Wołynia.

Nic_nie_jest_w_porzdku1

Latem 1943 roku UPA zaatakowało jednocześnie ponad 90 miejscowości na Wołyniu, wkraczając do domów i kościołów, atakując podczas mszy i w czasie wychodzenia z kościoła. W Kisielinie zaatakowano ludzi wychodzących z kościoła. Część z nich schroniła się w kościele, część na plebanii. Ci, którym udało się wydostać z kościoła zostali zastrzeleni lub zatłuczeni przez otaczających kościół Ukraińców. Ojciec Krzesimira Dębskiego, wraz z innymi mieszkańcami Kisielina, w tym przyszłą żoną Anielą Sławińską, schronił się na plebanii. Ukraińcy szturmowali plebanię całą noc, dopiero nad ranem ocaleni mogli opuścić plebanie i pomyśleć o ucieczce. O powrocie na stałe do własnych domów, nie było mowy. Polowania na Polaków trwały do końca 1943 roku. Ciężko rannemu Włodzimierzowi Dębskiem, dzięki pomocy Ukraińców udało się wyjechać z Wołynia. Wojnę przeżył, podobnie jak żona Aniela,  jako żołnierz 27 Wołyńskiej  Dywizji AK. Po wojnie Włodzimierza Dębskiego zawsze ciągnęło do Kisielina, miejsca swojego urodzenia, ale także chciał dowiedzieć się jak zginęli i gdzie są pochowani jego rodzice. Nigdy się tego nie dowiedział, mimo kilkukrotnych odwiedzin  Kisielina i własnego "śledztwa". Po jego śmierci pałeczkę przejął Krzesimir.

Nic nie jest w porządku to osobista kronika tragedii jaka miała miejsce w Kisielinie i na Wołyniu. Tragedii tych, którzy zginęli, tragedii tych, którzy ocaleli, tracąc wszystko i tragedii m.in. Krzesimira Dębskiego, który wzrastał w cieniu Wołynia.

 

   Jeśli chcesz zarezerwować książkę kliknij tutaj 

poniedziałek, 10 grudnia 2018, bliteracka

Polecane wpisy